To powinno być moim mottem życiowym. Zastanawiałam się czy jest to wynikiem tego, że nie jestem zwolenniczką systemu zero - jedynkowego lub teorii, że coś jest albo czarne albo białe. Dla mnie pomiędzy zerem, a jedynką jest nieskończenie wiele liczb, tak jak i pomiędzy bielą, a czernią jest pełen wachlarz szarości. O ile liczb ułamkowych nie lubię, tak jestem zakochana w szarościach. Może stąd mój brak konsekwencji w różnych sytuacjach? A może to efekt wiary w to, że człowiek może się zmienić - jeśli tego chce... gdy jemu zależy...? Stąd gdy inni nie wierzą w sens powrotów i w niektórych przypadkach nawet by się nie obejrzeli, ja przystanę z pytaniem "A może jednak?". Statystycznie, z mojego doświadczenia wynika, że efekt pozytywny takiego zastanowienia jest 40 do 60. Ani dużo, ani mało... Stąd to nie jest tak, że druga szansa jest na takich samych warunkach jak ta pierwsza. Bo oprócz chęci, pojawia się strach i niepewność. W połączeniu z tym, że nie lubię zmian bywa to ogrom...
To miejsce powstaje z potrzeby pisania. Najprawdopodobniej czystej grafomanii. Nigdy nie aspirowałam do miana "pisarki" gdyż wiele osób na tym świecie ma więcej do powiedzenia i to na ważniejsze tematy i robią to w bardziej profesjonalnej formie.