Zdarza się, że wychodzę na spacer z psem o 2:40 nad ranem. Jestem stworzeniem, które doskonale radzi sobie w porach nocnych, jak i z niedoborem snu - więc nie stanowi to dla mnie jakiegokolwiek problemu. Lubię tę nocną ciszę i samotność. Tylko ja, pies i światło latarni, odbijające się na liściach drzew. Dziś jednak ciszę tę przedarł niespodziewanie ptasi śpiew. Piękny, lekki, dźwięczny. Jaśniejący w mroku nocy. Przystanęłam na moment i pomyślałam sobie, że są zapewne ludzie, którzy z racji wykonywanego zawodu bądź stylu życia, nigdy nie usłyszą tego zaśpiewu, śniąc w tym samym czasie słodkie sny.
Jakie to znamienne, że możemy przespać (dosłownie) coś tak pięknego i zarazem znajdującego się na wyciągnięcie "ucha". Czyż tak nie jest często z innymi rzeczami? Nie dostrzegamy ich, trzymając się kurczowo, utartego i bezpiecznego schematu życia czy postępowania, zamykając się jednocześnie na to, co może i trochę niebezpieczne, ale i fascynujące, a może nawet i piękne. Umykają nam wówczas takie oto momenty, zarezerwowane dla pojedynczej widowni. Wyjście poza swoją strefę komfortu może bowiem przynieść nam coś wyjątkowo pięknego. Kiedyś czytałam, że człowiek codziennie powinien próbować czegoś nowego aby uczynić swe życie bogatszym. Wówczas wydawało mi się to niewykonalne bo utożsamiałam wykonanie tego z koniecznością posiadania dużych zasobów finansowych aby móc zobaczyć, zjeść, wypić, kupić coś nowego. Tym czasem wystarczy codziennie spróbować "poszerzyć" siebie - przeczytać coś nowego, posłuchać kogoś nowo poznanego, pójść inną drogą wracając ze spaceru, narwać kwiatów polnych zamiast kupować kwiaty w kwiaciarni, albo rozsypać losowo nasiona kwiatów na codziennie mijanej łące. Możliwości jest tak wiele! To jak - wychylamy się z własnych granic by spojrzeć ciut dalej i doświadczyć dużo więcej?#sen, #dream, #NewThings, #IdzieNowe, #nowe, #blog, #refleksja
Moja pasja do pisania i wyklejania różnych rzeczy, dzięki obecnemu trendowi, zyskała nazwę - #scrapbooking albo #journaling . Oczywiście nazwa anglojęzyczna w jakiś "magiczny" sposób nobilituje to zajęcie - "pamiętnikarstwo" nie brzmiałoby tak elegancko. I tak oto po wielu latach pisania pamiętników (ponad 20), dotarłam do takiej artystycznej formy, która mi odpowiada. Przy czym przestałam się przejmować czy będzie się to podobało komuś - ważne abym ja była zadowolona z tego w jaki sposób zaopiekuję moje wspomnienia. O ile podoba mi się zamieszczanie wydzieranych kartek ze starych książek, tak nie odważyłabym się by własnoręcznie takowej kartki wyrwać. Korzystam z nich dzięki uprzejmości moich #PenPals albo ze znalezionych i życzliwie udostępnionych luźnych kartek, znalezionych w antykwariacie. Stąd mogę z całą stanowczością powiedzieć, że z mojej ręki żadna książka nie ucierpiała :) Tak wygląda przykładowa przygotowana strona w oczekiwaniu na zwierzenia i tajemni...

Komentarze
Prześlij komentarz