Zwykle jestem osobą, która od połowy listopada unosi się już pół metra nad ziemią radując się na nadchodzące Święta. Ten rok był na tyle specyficzny, że niestety trudno mi się od tej ziemi oderwać. Niemniej jednak jak to mawiają "duch w Narodzie nie umarł" i wystarczyło skupić się na tym czym zaskoczyć innych by poczuć radość i magię Świąt. Pierwszy raz w życiu przygotowałam kalendarze adwentowe dla osób mi bliskich. Odkryłam jak wielką radość sprawia mi codzienne oczekiwanie na informację czy prezencik okazał się trafiony, miły czy zaskakujący. Udało mi się wysłać do niektórych moich PenPalsów małe upominki albo świąteczne listy. Zdążyłam z prezentami przed całym sklepowym szałem.
Dzięki temu poczułam tę moc radości płynącą od osób, których udało mi się zaskoczyć. Poczułam niespotykane jak na tę porę roku, ciepło. Stwierdziłam, że mogłabym być zawodowym Elfem. Uszczęśliwianie innych wyzwala we mnie niewypowiedzianie pozytywne emocje. Oczywiście nie oznacza to, że każdy musi być tak pozytywnie zakręcony na punkcie Świąt. Jest dobrze gdy jesteś sobą. Sama mam w swoim bardzo bliskim otoczeniu małego Grinch'a i czekam cierpliwie czy jego serduszko rozgrzeje ciepło atmosfery świątecznej. Odstraszający może być ten cały konsumpcjonizm i materializm świąteczny. Ale i to można "obejść". Część prezentów można wykonać własnoręcznie albo zainwestować w jedyne w swoim rodzaju rękodzieło. Ja w tym roku zdecydowanie postawiłam na prezenty wykonane samodzielnie oraz polskie produkty. Tym samym odkryłam cudowną Panią z Sulęczyna, która tworzy piękne ozdoby świąteczne (bombki i zawieszki) oraz lampiony z drewna, Panią która metodą prób i błędów sama ustaliła złoty środek wygodnego i zdrowego snu na poduszkach np. wypełnionych łuskami gryki czy fantastyczne kosmetyki na bazie miodu robione w ramach rodzinnego interesu.
Po dłuższym zastanowieniu doszłam do przekonania, że z uwagi na to jak ogromną przyjemność mi sprawia obdarowywanie innych, nie mogę myśleć o sobie jak o altruistce. Wychodzi na to, że Joey Tribbiani mówiąc "there are no selfless good deeds" miał rację indeed.
Śmiesznie jest zadawać pytania w przestrzeń internetową ale mimo wszystko puszczę je wolno: co Ciebie uszczęśliwia? Czym kierujesz się w szukaniu szczęścia? Czy jesteś szczęśliwa/szczęśliwy?
Jeśli w tej chwili nie czujesz rozpierającej duszy radości - to moim życzeniem właśnie dla Ciebie jest to, by to uczucie na Ciebie spłynęło - w mniejszej lub większej mierze. A wtedy spróbuj nie popełniać mojego błędu i nie siej w sobie lęku "że to długo nie potrwa". Pozwól temu szczęściu rozgościć się na dłużej. Postaraj się z nim oswoić. Może się okaże być dobrym przyjacielem? Co więcej - radość rozniesie się na innych (w dobie pandemii może nie brzmieć to zachęcająco, ale to akurat dobry "wirus") - i zacznie do Ciebie wracać.
Jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział: "szczęście to jedyna rzecz która się mnoży gdy się ją dzieli" [Albert Schweitzer].

Komentarze
Prześlij komentarz